Nie wiem tylko czy zastosowanie lizawki jest etycznym rozwiązaniem (ale się dowiem).
Ok już wiem. To jest rura w którą wrzuca się mięsne ochłapy coby przywabić drapieżniki (lisy, jenoty).
rob30 pisze::533: czyly... jak komuś dam gazrurką w pysk, to jest napad, a jak gazrurkę owinę gazetą, to będzie wymiana uwag n.t. porannej prasy :wpale:
Spoko. Opanuj nerw. Masz gospodarkę leśną, rybacką i łowiecką. No w jakiś sposób muszą strzelać tą zwierzynę. Pewnie gdzieś w pobliżu są pola i ambona wraz z nęciskiem zatrzymuje zwierzaki przed nimi.
.:fortes fortuna adiuvat - Terencjusz:. .:Miej odwagę posługiwać się własnym rozumem - I. Kant:.
= Spoko. Opanuj nerw. Masz gospodarkę leśną, rybacką i łowiecką. No w jakiś sposób muszą strzelać tą zwierzynę. Pewnie gdzieś w pobliżu są pola i ambona wraz z nęciskiem zatrzymuje zwierzaki przed nimi.
No właśnie, widzę tą "gospodarkę" leśną w nadleśnictwie Brynek. Może to jest gospodarka, ale szacunku do lasu to nie ma wcale. Wystarczy raz zobaczyć hektar lasu po "żniwach" leśników.
Przy tak małej ilości zwierząt "gospodarka" to chyba niezbyt trafne określenie. Rybactwo i rolnictwo to produkcja żywności, łowiectwo to tylko "sport" dla ludzi, którym przyjmność sprawia obserwowanie jak trafiony w brzuch zwierzak pełznie pół kilometra rzygając krwią i gubiąc flaki na trawie. Mięsa za bardzo z tego nie ma, tylko "frajda".
W wędkarstwie (wędkarstwo to nie rybactwo) jest ruch nazywany "mięsiarstwem". Jego propagatorzy wrzucają na patelnię co tylko się uda z wody wyciągnąć. Nie ma znaczenia, czy do osiągnięcia wymiaru rybka ma jeszcze 3 lata, czy jest to wiekowy osobnik, który śmierdzi mułem na kilometr. Byle mięso zeżreć. Te wędkarski szkodniki, podobnie jak myśliwi i stonka ziemniaczana doprowadzają nasze wody stopniowo do ruiny, podobnie jak myśliwi "wygospodarowali" lasy, a stonka- pola ziemniaczane.
Zostawcie ludzie broń, a weźcie aparaty fotograficzne. Jedyna różnica jest taka, że w jednym przypadku jest krew, a w drugim nie. Jak brzuszysko się domaga swojego to polecam kiełbasę "myśliwską".
Witam.
Postaram się krótko. Więc co do łowiectwa jako gospodarki to jest konieczna patrząc na zmiany cywilizacyjne i to co zostawiamy zwierzynie jako miejsce bytowania. Sposób w jaki ta gospodarka jest realizowana to inna sprawa lecz nie jest w porządku wszystkich wrzucać do jednego worka i traktować jako żądnych krwi zwyrodnialców.
Co do gospodarki leśnej to jeżeli możesz rob30 określić lub zobrazować dokładniej co rozumiesz przez las po żniwach leśników.
Pozdrawiam
I na pustyni sadzone są nowe drzewa ... to brutalna rzeczywistość ale tak długo, jak długo na miejsce wyciętych drzew pojawiają się nowe równowaga zostaje zachowana, a nie sądzę by zwierzęta i rośliny jakoś szczególnie z tego powodu cierpiały. Przeglądając ostatnio okolice swojego domku na wikimapii zauważyłem, że też u mnie były wycinki:
ale świat się jakoś nie skończył. W tych miejscach pojawią się młodniki i pewnie będą prawdziwki
Sam zastanawiam się nad inwestycją kasy w las i ciągnięciem dopłat na zalesianie ale to temat na inny wątek
W Polsce praktycznie nie ma już naturalnych lasów – „samosiejek”. Nawet lasy nazywane „puszczami” są tworami sztucznymi i w znacznej części uporządkowanymi. Nie odbiera to im jednak naturalnego piękna, a tam gdzie drwa rąbią, tam wióry lecą i często obok lasu „przemysłowego” pojawia się jakiś ciekawy dziki fragment.
Gospodarkę leśną (drzewa) rozumiem ale „gospodarkę” zwierzętami już nie. Jak już wspomniałem wyżej, regułą jest pojawienie się w miejscu lasu wyciętego lasu nowego. W miejsce zastrzelonego zwierzęcia natomiast nie pojawia się NIC. Niby czasem słyszy się o jakieś akcji zarybiania albo wypuszczenia kilku zwierząt na wolność ale w praktyce jest to kropla w morzu potrzeb. Moje letnie okolice to są ponoć tereny obfitujące w zwierzęta (w porównaniu z bliższą lub dalszą okolicą), a jednak zwierzęta spotkać na spacerze można sporadycznie. Możliwe, że nie jestem zbyt dobrym traperem i tych zwierząt nie widzę ale z pewnością jestem wytrwałym zbieraczem i widzę, że na ziemi leży dużo pożywienia, którego nikt nie zjada. Lasy te mają o wiele większą „moc przerobową” zwierzyny ale zwierzyny jest zbyt mało bo została poddana eksterminacji.
Ciek pisze: Moje letnie okolice to są ponoć tereny obfitujące w zwierzęta (w porównaniu z bliższą lub dalszą okolicą), a jednak zwierzęta spotkać na spacerze można sporadycznie. Możliwe, że nie jestem zbyt dobrym traperem i tych zwierząt nie widzę ale z pewnością jestem wytrwałym zbieraczem i widzę, że na ziemi leży dużo pożywienia, którego nikt nie zjada. Lasy te mają o wiele większą „moc przerobową” zwierzyny ale zwierzyny jest zbyt mało bo została poddana eksterminacji.
Myślę że nie tylko ty masz takie odczucia. Chodzę po lasach już od dość dawna (Wielkopolska) i wprawdzie nie prowadzę żadnych badań naukowych na temat ilości zwierzyny, ale pamiętam dobrze że kiedyś (20 lat temu) o wiele łatwiej było spotkać jelenia i dzika niż teraz. Nie mówiąc już o zającach - kiedyś był to zwyczajny widok na każdej przechadzce po podmiejskich polach, dziś zdecydowana rzadkość. Nadal jest sporo saren - może nawet więcej niż kiedyś, chyba też więcej jest lisów. No i bardzo liczne są ślady bobrów, o których kiedyś można było poczytać tylko w ksiązkach. Natomiast poznikały kuny, borsuki, łasice, tchórze.
Jeszcze wrócą wiosny przypływy i zaświecą zorze rankami
Wilki przecież polują stadami i dopadną kiedyś myśliwych
(Otton Żupancić)
Akurat u mnie zajęcy jest nieco więcej ostatnio, można takiego zobaczyć praktycznie podczas każdego spaceru. Dzików też nie brakuje, chociaż zobaczyć dzika jest oczywiście trudniej ze względu na aktywność nocą. Borsuka widziałem tylko raz podczas 3 ostatnich lat. Ogólnie rozważania na temat tego co się widziało, a czego nie są bezprzedmiotowe. Dla mnie stan zaludnienia lasu zwierzętami obrazuje fakt, że jeszcze dziś można znaleźć żołędzie pod dębami, orzechy laskowe pod leszczynami itp. itd. I to nie jakieś śladowe ilości! Zwyczajnie jest pokarmu pod dostatkiem ale zwierzaki nie dają rady się mnożyć w spokoju bo pajace z kół łowieckich się bawią w strzelanie, a i kłusownik się trafi od czasu do czasu (zazwyczaj i tak jest to jedna i ta sama osoba, miejscowi nie pozyskują zwierząt, łapią tylko ryby).
Las to bardzo złożony ekosystem. Każda ingerencja człowieka powoduje łańcuch skutków, zazwyczaj negatywnych. Dla przykładu, duża ilość zajęcy to nie czary, zwyczajnie nie ma lisów (nie widuję w ogóle od lat). Co się z nimi stało to można się pobawić w teleturniej:
a) Pojechały na wakacje.
b) Żyją z zasiłków więc nie muszą polować tylko chodzą do marketu.
c) Wystrzelane.
Wyślij SMS …
Myślę, że dni zajęcy są już policzone. Chociaż nie wadzą nikomu (w moich okolicach praktycznie nie ma upraw rolnych, na polach są posadzone choinki i aronie ale aronii jest tyle, że nikt nie jest w stanie tego zjeść i nawet po przejściu maszyny zostaje na krzakach tyle, że spokojnie każdy mieszkaniec wioski oraz lasu zbiera tyle ile chce) i nadal jest ich mniej niż mogłoby być ze względu na obfitość pokarmu. Rozniesie się fama, że sobie można postrzelać i nie będzie ani lisów, ani zajęcy, tylko przez jakiś czas ślady krwi na śniegu lub trawie.
Tak samo jak z lasem jest i z jeziorem. Jezioro Osiek gdzie mam domek to jedno z największych jezior w województwie, do tego połączone z innymi jeziorami, głębokie, w miarę czyste. W sporej części otoczone lasem. Na zdrowy rozsądek powinno być pełno ryb. Niestety, ryb jest bardzo mało. Wody zostały wydzierżawione przez prywaciarza. W sezonie praktycznie codziennie widać jak ciągnie sieci, na noc stawia pupy na węgorze (pupy to popularne wśród kłusowników samołówki: kawałek styropianu plus żyłka z haczykiem). Zobaczyć jak się rybki łapie można codziennie ale zarybianie to raczej na Discovery Chanel albo na sucho sobie teorię przyswoić w sieci. Cały łańcuch pokarmowy rybek jest rozregulowany. Większe rybki drapieżne (szczupaki, sandacze itp.) zostały wybite więc okoń nie ma praktycznie naturalnych wrogów. Nie mając wrogów zaczął się mnożyć na potęgę i wyżerać wszystko co się rusza. Tym sposobem jest też bardzo mało mniejszych rybek spokojnego żeru, a i sam okoń mając mniej żarcia zaczyna karłowacieć.
Ogólnie beznadzieja, aż się odechciewa pisać. Moim zdaniem w Polsce powinien być całkowity zakaz polowania i zabierania złapanych ryb. Jak polowanie to tylko z aparatem fotograficznym, jak łapanie ryb to tylko catch & release, które sam zazwyczaj praktykuję.
Rozmawiałem ze znajomym który jest myśliwym z koła łowieckiego ,,sarenka''. Mówił że, żeby mogli polować na bażanty to muszą najpierw kupić bażanty hodowane przez człowieka i wypuścić na wolność odpowiednią ilość.
Akurat kwestia bażantów jest nietypowa. Bażant nie należy do rodzimej fauny ziem polskich, tylko został sprowadzony w średniowieczu z Kaukazu - jako ozdoba ogrodów i obiekt polowań. Nie jest do końca dostosowany do naszego klimatu, bez pomocy człowieka populacja bażantów nie przetrwałaby surowszych zim (choćby takich jak 2009/2010). Dlatego nie można do końca nazywać bażanta "dzikim ptakiem", zawsze część była hodowana w zamkniętych lub półzamkniętych hodowlach, a reszta dokarmiana.
A co do wypuszczania na wolność - są sposoby takiej hodowli zwierząt, by przygotować je do życia na wolności. Tak się hoduje wilki, rysie, niedźwiedzie przed reintrodukcją. Wpaja się im lęk przed sylwetką i zapachem człowieka np. Ale to oczywiście robią specjaliści którym zależy by te gatunki występowały w przyrodzie, a nie ludzie którzy hodują mięsko na odstrzał.
Jeszcze wrócą wiosny przypływy i zaświecą zorze rankami
Wilki przecież polują stadami i dopadną kiedyś myśliwych
(Otton Żupancić)