polubiłam mate za jej głębię smaku, zaczęłam pić z ciekawości bo gdzieś przeczytałam, że jest dobra na odchudzanie coś tam zdziałała, ale smak jest taki że nie musi. Teraz zbieram na tykwę
w moim przypadku sprawdziło się powiedzenie "pierwsze śliwki robaczywki" .... kolega latał z dziwacznym kubkiem i upajał się non stop. gdy zaciągnąłem się magiczną rurko-łyżką z magicznego kubka... przez chwilę poczułem się jak Bear Grylls zjadający jakieś zgniłe poczwary wygrzebane z najciemniejszego błota... poczułem w ustach smak jakby zmielonego, starego tytoniu z najtańszych papierosów zalany wodą i tyle...
a tak chwalił, że taka wspaniała niestety ... gdybym był tajnym agentem to zmuszanie mnie do picia tego czegoś byłoby najgorszą dla mnie i najskuteczniejszą torturą, żeby wycisnąć ze mnie informacje
a poważniej.. na prawdę mnie odrzuciło i czy to faktycznie ma taki "specyficzny" smak? Oczywiście wedle uznania, gustów i gatunków, ale może ja trafiłem na jakąś specyficzną odmianę tego badyla dla totalnie odjechanych weteranów yerba z najbardziej wysublimowanymi podniebieniami na świecie?
W tej chwili nie mam z nim kontaktu, ale postaram się uzyskać info co to był za gatunek.
_________________ Zaskakujące, że potrzeba jednej iskry, by spalić las, ale całej paczki zapałek, by rozpalić grilla.
Wiek: 23 Dołączył: 25 Cze 2009 Posty: 4 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2010-03-15, 11:20
ja swoja przygodę z Yerbą rozpocząłem jakoś na początku 2007 roku. Trwa do dziś nieprzerwanie! O jej zaletach nie piszę bo łatwo to w necie wyszperać, o smaku też nie bo to sprawa gustu...
to co mnie do niej przyciągnęło to cała OTOCZKA, to co mnie przy niej zatrzymało to smak i właściwości.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach